Pod koniec lipca na wortalu pisaliśmy o pojawieniu się w Częstochowie nowego muralu, autorstwa warszawskiego artysty Simpsona. Dla jednych malunek na ścianie to kontrowersyjny wyraz zaangażowania politycznego, dla innych z kolei zwykły bohomaz. Co odpowiedział sam autor na nasz komentarz? Przeczytajcie poniżej.


Istotny jest fakt, że każda realizacja w przestrzeni publicznej jest komentarzem z perspektywy poglądów libertariańskich.

Mural został zrealizowany w takim, a nie innym miejscu, ponieważ akurat tu prywatny właściciel wyraził zgodę na jego powstanie, ale faktycznie – w tym przypadku kontekst dodaje pikanterii.

A estetycznie oczywiście nawiązuje w ironiczny sposób do pop kultury, w tym i do nieraz kiczowatych obrazków religijnych (i przypomnę, że nie jest to atak na religię, jako taką, a krytyka wiary w państwo i w narzucane przez nie „rozwiązania”).

Zarzuty pojawienia się muralu z krwią przy przychodni: sytuacja jest o tyle ciekawa i absurdalna, że z jednej strony oglądamy surowe kurczaki i inne zwierzęta na billboardach reklamujących mięsne promocje, a z drugiej dzieciom pokazywane są kreskówki pełne tryskającej krwi. I w sumie jeszcze jakiś czas temu bajki, w postaci książkowej, także były przepełnione przemocą, ale nie dla samej estetyzacji przemocy, jak ma to miejsce teraz. Wtedy chodziło o funkcję edukacyjną albo informacyjną. Tak samo w przestrzeni publicznej widzimy ukrzyżowaną postać Jezusa Chrystusa, co na nikim nie robi wrażenia, a trzeba przyznać, że jest to drastyczne przedstawienie. I znowu zaznaczę, że nie podaję tego przykładu, jako próbę podważania czyjejś wiary. Wymieniać przykłady można bez końca (plakaty filmowe, koszulki, gry). Stało się to codziennością, i w tych przypadkach to się nie narzuca, bo, jak widać nikt na to specjalnie nie zwraca uwagi.

Natomiast „interwencjonizmem w drugą osobę” zawsze będzie jakakolwiek forma wypowiedzi w przestrzeni publicznej – mniej czy bardziej dosadna. Pytać, czy ktoś ma prawo do przedstawiania swojej opinii, to trochę jak pytać o sens prawa do wyrażania swoich poglądów w ogóle. Tak zwana wolność słowa. Odnoszę wrażenie, że za niedługo nie będzie można powiedzieć czegokolwiek, bo być może kogoś to urazi. Mam tu na myśli fakt, że ograniczanie swobody wypowiedzi staje się elementem kodeksu karnego („obraza uczuć religijnych”, „mowa nienawiści”, „promowanie systemu totalitarnego”, itd.). Zaznaczę, że nie mówię tu o szkalowaniu, znieważaniu konkretnej osoby, mówieniu o niej nieprawdy.

Niemniej każdy komentarz, jaki zrobimy, podlega subiektywnej ocenie pojedynczego odbiorcy. Ilu ludzi, tyle wrażeń jakie wywołuje. I niestety dzisiaj próbuje się ściśle zdefiniować czym jest urażanie uczuć (co jest niemożliwe i po prostu kończy się cenzurą). W końcu dla jednego fakt pojawienia się palmy może być symbolem religijnym, co może go urazić, a dla drugiego np. namalowana na ścianie Myszka Miki w turbanie będzie straszyć dzieci. Mimo to rządzący w całym swoim prewencyjnym myśleniu bawią się w ograniczanie wolności wypowiedzi, perfidnie wykorzystując różne sytuacje i grając na emocjach ludzi.

I tak samo jak każdy ma swoją indywidualną wrażliwość w przyjmowaniu poglądów, tak samo każdy ma inaczej wyznaczone granice w kwestii sztuki / estetyki. Domyślam się, że większość ludzi lubi obrazy i murale kolorowe, ładne (cokolwiek to dzisiaj znaczy), po części zupełnie o niczym. Albo upamiętniające. Są też osoby, które szukają w sztuce czegoś zupełnie innego, i nie akceptują tych wspomnianych wyżej (ponieważ z ich punktu widzenia mogą być np. kiczowate, powierzchowne, itd.). Tak samo jak w przypadku wolności słowa, tak samo w kwestiach estetycznych nie da się zrobić czegoś, co wpasuje się i zaspokoi gusta oraz uczucia wszystkich. Gdzie jest granica między sztuką wyższą, a niższą? Jest to bardzo subiektywna sprawa.

Natomiast różnica między „interwencjonizmem” z mojej strony, a tym, który pojawia się np. w postaci ładnych i miłych dla oka obrazków (albo nawet tych zaangażowanych), jest taka, że nie próbuję przedstawić komuś swojego punktu widzenia za jego pieniądze. Tymczasem osoby nie będące fanami jakichś realizacji nie mają wyboru, bo muszą je finansować. Większość artystycznych interwencji, np. w przestrzeni publicznej, powstaje za pieniądze podatnika.

A fakt jest taki, że państwo nie musi zajmować się tym wszystkim, czym zajmuje się dzisiaj. Również sztuką, bo jak to wygląda dobrze widzimy. Ten, kto rządzi, ten wykorzystuje sztukę do promowania swojej ideologii. Czyli raz irytuje się część społeczeństwa, która jest konserwatywna, a raz tą, która jest liberalna. Najgorsze, że jedni i drudzy dają się wplątać w tę grę, i na zmianę się cieszą, kiedy widzą oburzenie niezadowolonej strony. Pierwsze z ręki przykłady, to historia tęczy oraz symboli sakralnych, które antagonizują ludzi – za ich własne, „publiczne” pieniądze.

„Sądzę bowiem, że gdyby nie aktualne wydarzenia w Częstochowie (Światowe Dni Młodzieży, przyjazd papieża do miasta) oraz w Polsce (zamieszanie polityczne, spory parlamentarne itp.), to mural nie przykułby niczyjej uwagi (…) Wątpię, by ktoś pamiętał o tym muralu za miesiąc, dwa. W ogóle ciekawe, czy do tego czasu nie zostanie zamalowany”. [#]

Z zamalowaniem już się spotkałem, ale jak zauważyłeś, prace, które realizuję, komentują rzeczywistość m.in. od strony spraw uniwersalnych. Ten mural i za kolejne 10 lat będzie tak samo aktualny. Sensem jego powstania nie jest postawienie się po żadnej ze stron. Ani „lewicowej”, ani „prawicowej”, ponieważ z libertariańskiego punktu widzenia nie jest to żaden wybór.

Kiedy zauważam, że państwo poprzez swoje instytucje narzuca liberalizm światopoglądowy albo konserwatyzm, to zauważam też, że państwo nie powinno zajmować się nawet tym. Nie ma potrzeby, aby rząd np. definiował w konstytucji czym jest małżeństwo, kto może żyć w sformalizowanym związku. Lewica i prawica chcą nadawać albo odbierać przywileje, ale tym samym ciągle przyznawać więcej kompetencji sobie i państwu, utrzymywać kontrolę nad jednostką. Podczas gdy związek małżeński, każdy powinien móc zawierać prywatnie – przed notariuszem albo w swoim obrządku religijnym itd., jeżeli tak chce. Umowa zawarta prywatnie w takiej sytuacji jest wiążąca, jak każda inna. Więc po co zajmuje się tym państwo?
http://libertarianin.org/wozinski-obyczajowy-abolicjonizm/

„Jednakże nie mogę zgodzić się z tym, że dopiero teraz mamy do czynienia z takimi a nie innymi przejawami władzy i jej wpływu na społeczeństwo”. [#]

Naturalnie. Jako że w każdej pracy poświęcam czas różnym problemom, a sam fakt dokręcania śruby przez rządy nie raz był przeze mnie poruszany, to oczywiście i ta praca nie uderza bezpośrednio w „ten rząd”. On jest tylko wynikiem narastających, jałowych podziałów (symbolizowanych przez sierp i krzyż), a utrzymywanych przez polityków od 27 lat. Dlatego ten mural będzie aktualny tak długo, jak długo będzie istniał taki „wybór”.

Żeby unaocznić ten problem – czy znasz ustawę, projekt, który rozszerzał kompetencje państwa, a z którego później rząd się wycofał? Albo, kiedy opozycja uderza w rząd, to czy po dojściu do władzy eliminuje programy, regulacje, pomysły, które wprowadziła poprzednia władza? Np. w kwestiach gospodarczych? Najczęściej nowy rząd albo je „poprawia” na swój sposób, albo wprowadza kolejne pomysły – zostawiając stare. O przykładach można się rozpisywać bez końca.

„I choć Simpson tłumaczy to wprost, według mnie mógłby nie ograniczać się tylko do rodzimego poletka. Bo niby czemu?” [#]

Ciężko robić pracę o wszystkim, dlatego problemy UE, „walki z terrorem”, itd. poruszam osobno w innych pracach. Ale mimo wszystko w swoim komentarzu do muralu wspomniałem, „że opisana sytuacja, która w tak prosty sposób dzieli społeczeństwo, nie jest tylko problemem Polski”.

Simpson

Więcej informacji o muralu, jak i komentarz w tej sprawie możecie przeczytać w tekście Kontrowersyjny mural w Częstochowie. Zdania są podzielone.

fot. Marcin Szczygieł