Częstochowa po raz pierwszy gościła u siebie Festiwal Muzyki Improwizowanej jaZZ i okolice / jaZZ & beyond. I jak na miejsce rozkochane w jazzie przystało – wystąpił niebagatelny artysta. Mianowicie na scenie pojawił się wraz z zespołem David Krakauer. Promował swój projekt The Big Picture. Co więcej, czwartkowy koncert w Filharmonii Częstochowskiej inaugurował europejską trasę tego wybitnego muzyka. Zatem ranga tego wydarzenia jest naprawdę wysoka. I warto było to zobaczyć, posłuchać i chyba najważniejsze: przeżyć wspaniałe widowisko.

Oczywiście mógłbym zacząć gorzko od tego, co uwidoczniło się na samym początku, czyli od publiczności. Bo jak na tak spore wydarzenie, czyli europejską premierę wybitnego amerykańskiego muzyka, ludzi było zaskakująco mało. To znaczy sala nie świeciła pustkami, nie zrozummy się źle. Po prostu wiele miejsc było wolnych. Jednak to tylko łyżka dziegciu w tej wielkiej beczcie miodu, jaką był cały koncert. Zatem nie miejmy pretensji do liczby słuchaczy i widzów. To pokazuje tylko, że kultura na poziomie jest dobrem ekskluzywnym. A w Częstochowie ostatnio dużo się dzieje, więc może nie starcza już czasu czy pieniędzy.

David Krakauer wystąpił w Częstochowie po raz pierwszy. Mam nadzieję, że nie po raz ostatni. Towarzyszył mu zespół w składzie: Sara Caswell (skrzypce), Sheryl Bailey (gitara), Rob Schwimmer (instrumenty klawiszowe), Brad Jones (kontrabas), John Hadfield (instrumenty perkusyjne).

fot. Klaudia Sanocka
fot. Klaudia Sanocka

Koncert zaczął się stopniowo. Kolejni muzycy wychodzili na scenę i grali swoje partie. Następni dołączali, a na końcu pojawił się klarnecista, czyli David Krakauer. Zebrał wiele braw. Przywitał się po polsku, po czym już w języku angielskim wprowadził publiczność w tematykę tego muzyczno-filmowego spotkania. A było to szukanie własnej tożsamości, odkrywanie siebie i swojej historii poprzez film i muzykę. Jak przyznał Krakauer, on jest tylko przewodnikiem po tym świecie. I należy to przyznać otwarcie – jeszcze jakim przewodnikiem!

A to dlatego, że całe wydarzenie przerosło moje – i pewnie nie tylko moje – najśmielsze wyobrażenia. Obawiam się, że nie sposób tego odpowiednio streścić, opowiedzieć, opisać. To należało przeżyć samemu. Dlatego sądzę, że każdy kto był, nie żałuje. A pozostali powinni to nadrobić. Jest ku temu szansa. Ponieważ europejska trasa Krakauera obejmuje jeszcze Wrocław. I choć w najbliższych dniach artysta będzie koncertował zagranicą, to według harmonogramu, który możemy znaleźć na stronie projektu, 22 listopada wystąpi w stolicy Dolnego Śląska. Zatem kto może, niech jedzie i przekona się na własne uszy i oczy.

Obok niesamowitej muzyki bardzo ważna była oprawa multimedialna, na którą składała się prezentacja nawiązująca do wybranych filmów, musicalów, spektakli. Wśród nich można znaleźć takie tytuły jak Życie jest piękne, Wybór Zofii, Pianista, Producenci, Zabawna dziewczyna czy także kilka filmów Woody’ego Allena (np. Złote czasy radia, O północy w Paryżu) lub określony mianem trylogii Shoa (m.in. wspomniany Pianista czy Lista Schindlera). Jak tłumaczy Krakauer, szukał w tych dziełach żydowskich wątków, tropów żydowskiej kultury. Mogliśmy więc oglądać ciekawe animacje, kolaże filmowe, odwołujące się właśnie do wyżej wymienionych produkcji.

fot. Klaudia Sanocka
fot. Klaudia Sanocka

Muzyka znakomicie korespondowała z obrazem. Była po mistrzowsku dopasowana. Wszystko znajdowało się na swoim miejscu. Właściwie to utwory, jakie wykonywał Krakauer z zespołem, były interpretacjami różnego rodzaju kompozycji lub ścieżek dźwiękowych z filmów. Mogliśmy więc usłyszeć utwory między innymi takich uznanych artystów jak: Benny Goodman (do produkcji Złote czasy radia Allena ), Bob Merrill and Jules Styne (do musicalu Zabawna dziewczyna Williama Wylera), Siergiej Prokofjew (Miłość do trzech pomarańczy), Vangelis (do produkcji Rydwany ognia Hugh Hudsona), John Morris (do filmu Producenci Mela Brooksa).

Pomiędzy poszczególnymi częściami Krakauer robił wprowadzenie. Opowiadał o czym będzie utwór, jaka wiąże się z nim historia. Opowiadał także o sobie, swoim życiu, przeszłości, a także o grze na klarnecie. Czasami nawet melorecytował do muzyki zespołu, co tworzyło niesamowity efekt.

Muzyka Krakauera przenosi (a podczas koncertu przeniosła skutecznie) w inny wymiar, inny świat. Świat całkowicie nieziemskich doznań. Cały zespół wykonał naprawdę solidny kawał swojej roboty, bo muzycy zarówno razem, jak i z osobna dali popis wielkich umiejętności.

Na przykład w części, w której grali do Rydwanów ognia, pokazali coś niesamowitego. Udowodnili, ile nostalgii i tęsknoty może być w muzyce. Jednakże przekonali też, że mogą przekazać wiele energii. Ponieważ po spokojnym wprowadzeniu Sheryl Bailey wykonała mocne, szybkie, cudowne solo na gitarze. To była hipnotyczna część, wyrywająca w mistrzowski sposób z codzienności, z przyzwyczajenia. Dla takich chwil warto się poświęcić.

Podobnie było przy wykonywaniu utworów do Trylogii Shoa (trzech filmów poświęconych tematowi Zagłady). Widać było, że to bardzo ważny temat dla Krakauera. Wyczuwało się jego emocje, wzruszenie. I taka była też muzyka. Oddawała smutek, cierpienie. Można było poczuć dreszcz na plecach. A znając kontekst, mając w świadomości ówczesne wydarzenia, do tego widząc fragmenty nagrań z tamtych lat, można było momentami się wzruszyć. Całość robiła wielkie wrażenie. Chwilami partie skrzypiec przypominały mi kompozycję Steve’a Reicha Different Trains,  która przecież też nawiązuje do okresu drugiej wojny światowej i Holocaustu. Myślę więc, że to świadome nawiązanie.

fot. Klaudia Sanocka
fot. Klaudia Sanocka

Utwory zamykające koncert były bardzo energetyczne. Przekazywały tyle siły, że trzeba było się powstrzymywać, by nie wstać, by z sobą czegoś nie zrobić. Dlatego też dziwiła mnie reakcja wielu ludzi. Siedzieli zaklęci, nieporuszeni. Może dlatego, że występ wywarł na nich takie wrażenie? Nie wiem. Mnie się jeszcze wydawało, że muzycy na scenie, gdyby tylko mogli, graliby w nieskończoność. Nie ukrywam, że byłaby to wspaniała perspektywa.

Częstochowska publiczność ciepło przyjęła Krakauera i jego projekt The Big Picture. Mogliśmy usłyszeć sporo braw pomiędzy utworami, długie owacje na koniec. Choć dopiero po mistrzowskim bisie doczekaliśmy się owacji na stojąco. Oklaski były mocne i długie. I zasłużenie!

Muszę jeszcze napisać krótko o bisie, bo to, czego doświadczyliśmy, było fenomenalne. Krakauer wykonał solo na klarnecie. Udowodnił tym samym swój światowy poziom. Grał długo, nieprzerwanie. To wzdymał policzki, to znów je wciągał. Dął w klarnet, że sam z wrażenia oniemiałem. Wykonywał niesamowite pasaże, długie sekwencje, ciągnące się niema w nieskończoność. Potem dołączył zespół, by postawić ostatecznie muzyczną kropkę nad i. Aż muzyka dźwięczała w głowie długo po koncercie.

Zatem podsumowując, koncert był bardzo udany. Śmiało mogę powiedzieć, że to było jedno z najlepszych wydarzeń muzycznych w ostatnim czasie w tym mieście. Wielkie brawa i słowa uznania należą się również organizatorom, który po raz kolejny zajmują się festiwalem jaZZ i okolice. Szczególnie należy zwrócić uwagę na nazwisko Andrzeja Kalinowskiego, pomysłodawcy oraz dyrektora artystycznego i programowego festiwalu jaZZ i Okolice / jaZZ & Beyond. Naprawdę świetna robota. Oby jak najwięcej takich inicjatyw. A przecież z jazzem w Częstochowie nie jest źle. Cały czas jesteśmy w trakcie swojego wielkiego festiwalu: JAZZtochowa.

fot. Klaudia Sanocka