Szósty strzał festiwalu ART.eria dopiero przed nami. Jednak już teraz rozmawiamy na ten temat z Martą Frej, prezeską Fundacji Kulturoholizm, która organizuje festiwal. Więcej szczegółów podawaliśmy na wortalu w zeszłym tygodniu.

Michał Wilk: To już szósty strzał Arterii. Zatem, jak się strzela?
Marta Frej: Tak, już szósty. Nawet nie wiadomo, kiedy to zleciało. Cały czas jestem pod wrażeniem tego, że pierwszy się udał, a to już szósty (śmiech).

Hasło tegorocznej edycji można zamknąć w słowach „wspólnota”, „to co wspólne”. Co się za tym kryje?
Dobro wspólne to jest taki temat, który nas z Tomkiem [Tomaszem Kosińskim – przyp. red.] już od dawna nurtuje, zwłaszcza, że jesteśmy pokoleniem, które pamięta jeszcze czasy, kiedy to sformułowanie było często nadużywane i pewnie przez to zmieniło troszkę swoje znaczenie. Cierpimy w związku z tym jako społeczeństwo. Ja osobiście mam wrażenie, że dobro wspólne nie jest terminem traktowanym do końca poważnie. W związku z tym brakuje dyskusji społecznej na ten temat, a także na temat tego, czy społeczeństwo może funkcjonować bez szanowania dobra wspólnego. A co to znaczy i jak trudno dobro wspólne zdefiniować, będziemy mówić właśnie na Arterii, podczas debaty, na którą zapraszamy także gości spoza Częstochowy. Będziemy próbować uchwycić przynajmniej zarys tego pojęcia.

A czego konkretnie możemy spodziewać się podczas tegorocznej edycji festiwalu?
W tym roku mamy przewagę kobiet. W ogóle na początku był taki pomysł, aby to były same kobiety, ale stwierdziliśmy, że dobra jest różnorodność. Zaprosiliśmy Bognę Burską, która zadała częstochowianom pytanie na temat dobra wspólnego i na podstawie udzielonych odpowiedzi przygotuje coś w rodzaju monodramu. Pojawi także Aleka Polis [Aleksandra Polisiewicz – przyp. red.], której praca będzie dotyczyła kapitalizmu. Przyjedzie do nas Agata Zbylut ze Szczecina. Pojawi się Alicja Rogalska. A także Agata Lankamer i Emilia Dudziec, nasze młode częstochowianki, obie studiują na ASP we Wrocławiu. Z kolei Małgorzata Kaźmierczak jako kuratorka od performansu zaprasza grupę ludzi zajmujących się performansem, wśród których znajduje się na przykład Jagoda Dukiewicz. Obecny będzie Szymon Motyl, który jest z nami od samego początku i którego bardzo lubimy. Nawet w tym czasie pod Miejską Galerią Sztuki działa jeden z artystów, Krzysztof Maniak, ponieważ trwają przygotowania do „odsłonięcia” – jeśli mogę to tak górnolotnie określić (śmiech) – jego rzeźby. Ja i Tomek – jako grupa FRiKO – przygotujemy pewne działanie. Oprócz tego pojawi się Maciej Chodziński. A jeśli chodzi o muzykę, pojawi się Sylwia Chutnik z zespołem PMS oraz po raz kolejny grupa Nagrobki. W programie znajdzie się też miejsce na panel, w którym wezmą udział Joanna Bednarek, Igor Stokfiszewski, Mikołaj Iwański, Joanna Wowrzeczka i Mikołaj Ratajczak.

 

 

Na kogo warto zwrócić szczególną uwagę?
Na wszystkich, bo właściwie nie ma ich tak wielu. Działają w bardzo różnych obszarach. Agata Zbylut będzie robiła instalację w Parku Staszica, bardzo piękną, ale zmuszającą do myślenia. Bogna Burska wykona coś ewidentnie dla nas, dla częstochowian. Będzie to więc praca z ludźmi, połączona trochę z działaniami parateatralnymi. Krzysztof Maniak przygotowuje z kolei coś na kształt landartu, bo nazwać to rzeźbą, to za mało powiedziane. I jest to praca, która ma zmieniać się w czasie. To ciekawe, bo będzie nam towarzyszyła przez lata i zostanie na stałe. Po Arterii rzadko coś zostaje, więc ta praca będzie pewnie takim trwałym dowodem na to, że tegoroczny festiwal się odbył. Szymon Motyl jak zwykle będzie cieszył nasze oczy, bo jest ekspertem od zapewniania takich doznań. Agata Lankamer i Emilia Dudziec przygotują mural na ścianie Miejskiej Galerii Sztuki, który rozpełznie się po wielu płaszczyznach. Zresztą, jesteśmy miłośnikami tej architektury, dlatego w zeszłym roku na tarasie Galerii było centrum festiwalowe. Chcielibyśmy bardzo, żeby ten taras zaczął funkcjonować jako miejsce spotkań, żeby po prostu żył. Bo to jest wyjątkowe miejsce. Tam zawsze prowadzimy przyjezdnych ludzi i wszyscy się zachwycają. Mówią, że to jest piękne i pytają, dlaczego tego nie używamy. W zeszłym roku mieliśmy nadzieję, że jak zrobimy tam to centrum festiwalowe, to jakoś damy przykład, ale póki co musimy poczekać, może w przyszłości się uda.

Co więcej?
Maciej Chodziński zrobi instalację w witrynie Centrum Informacji Turystycznej. Nie chcę jednak za wiele zdradzać, by ludzie mogli przyjść i przekonać się na własne oczy. Z kolei my z Tomkiem przygotujemy coś w rodzaju pikniku miejskiego w III Alei. Poszliśmy jednak krok dalej i zaprosiliśmy do współpracy dra Juliusza Sętowskiego [kierownika Ośrodka Dokumentacji Dziejów Częstochowy – przyp. red.] oraz Huberta Wąska, prezesa częstochowskiego SARP-u [Stowarzyszenia Architektów Polskich – przyp. red.]. I tych dwóch panów będzie opowiadało architekturze i historii III Alei, ale również o okolicach. Będzie to połączone z efemeryczną, przenośną, mini-wystawą moich memów, które będą poświęcone Częstochowie wczoraj i dziś. Na całość tego pomysłu złożą się dwa spacery, które będą kończyć się spotkaniami pod liceum im. Henryka Sienkiewicza, gdzie chcemy w niewymuszony sposób, na podstawie tego co zobaczyliśmy i usłyszeliśmy podczas tych spacerów, podyskutować o dobru wspólnym. Jednak w sposób niezobowiązujący. Mamy nadzieję, że bardziej się poznamy, że nawet jeśli przyjdzie jakaś grupa przypadkowych osób, to siądziemy, pogadamy. Nie mamy ścisłego planu co do tego wydarzenia, po prostu ma to przybrać formę rozmowy, pikniku. Do tego dwa koncerty. I promocja książki Kuby Szredera ABC Projektariatu. O nędzy projektowego życia.

O czym jest ta książka?
To jest książka, która opowiada o losie współczesnych twórców kultury, którzy tak naprawdę nie są zatrudnieni w instytucjach, żyją od projektu do projektu. W jakiś sposób taka dzisiejsza forma zarządzania kulturą wpływa na samą tę kulturę, na jej jakość, na tematy, wybierane często pod wpływem jakichś wytycznych z Unii Europejskiej i tak dalej. A to bardzo mocno determinuje życie tych ludzi, bo to dość spora grupa. Aha, jeszcze jedno, będzie powstanie ponadto mural grupy Monstfur…

Wiadomo już gdzie?
My tę ścianę mamy upatrzoną od pod ponad roku. Jest to budynek na rogu ulic Nowowiejskiego i Waszyngtona. Już wcześniej rozmawialiśmy o namalowaniu tam muralu podczas Arterii. Właściciele byli chętni, ale nie mieliśmy wystarczających funduszy. Teraz Monstfury zrzuciły się na tę ścianę i nawet sami wszystko załatwiają. A praca będzie ich wypowiedzią na temat dobra wspólnego.

Z tego co widziałem na stronie internetowej, festiwal dowiedzą także artyści z Czech, prawda?
Tak, to będą performerzy. Nic nie wiemy o ich działaniach, ponieważ część performerską oddaliśmy Małgosi Kaźmierczak. Ona jest kuratorką tych działań i jest najlepiej zorientowana w tym temacie.

Zatem są pod jej skrzydłami…
Ona ich wybierała i zapraszała. Zaufaliśmy jej w pełni, bo ona ma pełne predyspozycje. Siedzi w performansie od lat i jest w tym świetna. Zatem nic o performerach nie powiem.

Przejdźmy więc do mniej artystycznej kwestii. Jak rozdysponujecie przyznane wam środki z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego? Dotacja była dość spora…
W tym roku artyści po raz pierwszy, oprócz tego, że dostaną pieniądze na materiały, to także otrzymają godziwe honorarium za swoją pracę. Wydaje się nam to bardzo istotne, bo to jest problem wszystkich artystów w Polsce, zwłaszcza tych zajmujących się sztukami wizualnymi. Galerie praktycznie nie płacą za wystawy. Nieliczne tylko płacą, a jeśli już, to niewiele. Dlatego artyści tak naprawdę, żeby funkcjonować, mieć ubezpieczenie itp., muszą założyć działalność gospodarczą, co jest rujnujące, bo to nie są takie wpływy, żeby się opłacało. Albo muszą zarejestrować się w urzędzie pracy jako bezrobotni. I wtedy, jeśli podpiszą umowę o dzieło, wszystko wygasa i trzeba rejestrować się od nowa. To jest jakaś chora sytuacja. Dlatego często nazywają siebie prekariuszami. Sytuacja artystów jest naprawdę szalenie dziwna, trudna i niewdzięczna, ponieważ w Polsce są tak naprawdę poza systemem. Już od dawna o tym mówimy. Cierpieliśmy z uwagi na to, że nie mogliśmy ich nigdy uczciwie wynagrodzić. Pierwsza Arteria została zrobiona w ogóle bez jakiegokolwiek budżetu, więc artyści wszystko finansowali sami, łącznie z przyjazdem i materiałami. Podczas kolejnych edycji mieliśmy już pieniądze na materiały, ale z honorarium było słabo. A w tym roku będziemy mogli wreszcie zapłacić za ich pracę. I to jest podstawowa różnica. Możemy też zapłacić ludziom, którzy do tej pory pomagali nam w ramach przyjaźni, czy sponsoringu. Będzie to okazja, by się im odwdzięczyć. Dotacja pozwoli również zrobić nasze realizacje w pełnym zakresie, tak, jak artyści sobie założyli, bez żadnych cięć i ograniczeń.

Co pozostanie w mieście po szóstej Arterii, poza dziełem Krzysztofa Maniaka?
Poza pracą Krzysztofa Maniaka mamy nadzieję, że pozostaną jakieś zmiany w świadomości ludzi. Chcemy, aby nasze spacery i dyskusje przyniosły wnioski, jakie wszyscy przy tej okazji wyciągniemy. Liczymy też, że zostanie głód na kolejne działania artystyczne w przestrzeni miejskiej. I tyle.

Z mojej strony to również wszystko. Nie pozostaje więc nic innego, jak tylko życzyć, aby te zmiany w ludziach były trwałe…
Tak. Myślę, że to jest istotniejsze. Bo z pomnikami jako naród zawsze dobrze sobie radziliśmy. Z kolei my z Tomkiem nie jesteśmy zwolennikami bezkrytycznego pozostawiania po sobie śladów w postaci nawet dobrych realizacji, bo jest wiele przykładów, gdzie realizacje dobre same w sobie, ale nie uwzględniające kontekstu miejsca i społecznej konsultacji, okazały się porażkami. I potem trzeba było je przenosić. Była taka słynna praca Mirosława Bałki, zrealizowana w Krakowie podczas Festiwalu Sztuk Wizualnych ArtBoom. Artysta zrobił piękną pracę, poświęconą Holocaustowi [Auschwitzwieliczka – przyp. red.]. To był taki gigantyczny metalowy tunel z wyciętym napisem. To była dobra praca, tylko że postawiono ją na podwórku, z którego na co dzień korzystali tamtejsi ludzie. Oni kompletnie nie mogli tego zaakceptować, nie chcieli tego. Dla nich to było opresyjne i brzydkie. I tę pracę trzeba było przenieść.

Oby Arteria nie musiała się z tym borykać. Dziękuję bardzo za rozmowę.
Dziękuję bardzo.

fot. Dariusz Dąbrowski

Więcej na temat Festiwalu Art.eria można przeczytać na naszym wortalu oraz na stronie internetowej Fundacji Kulturoholizm.

Marta Frej – malarka, ilustratorka, animatorka kulturalna, prezeska Fundacji Kulturoholizm, mama Maćka, współzłożycielka Klubu Krytyki Politycznej w Częstochowie. Laureatka nagrody Okulary Równości 2015, przyznawanej przez Fundację im. Izabeli Jarugi- Nowackiej.