Ją samą i jej zespół mogliśmy zobaczyć chociażby podczas tegorocznej Nocy Kulturalnej, pokazu taneczno-ogniowego Hvitur, czy też czerwcowego festiwalu Frytka OFF. Na co dzień tańczy i prowadzi szkołę w Częstochowie. O miłości do tańca, o rozpalaniu w ludziach pasji do wyrażania siebie poprzez taniec, a także o przełamywaniu trudnych chwil i stereotypów z Pauliną Paluch rozmawiała Aleksandra Podlejska.

Aleksandra Podlejska: Jesteś tancerką i jednocześnie instruktorką tańca orientalnego oraz zumby. Jak to się zaczęło? Skąd w ogóle pomysł?
Paulina Paluch: Jak się zaczęło? Bardzo wcześnie. Miałam 6 lat, kiedy zaczęłam stawiać pierwsze taneczne kroki, następnie mając 8 lat, zaczęłam uczęszczać na zajęcia do ogniska baletowego, do którego należałam 9 lat. Potem, kiedy już zaczęłam studia, to blisko mojego pierwszego mieszkania mieściło się studio tańca orientalnego. Wszyscy zawsze mówili mi: „O! Pasujesz wizualnie do tych klimatów” i pomyślałam, czemu by nie spróbować. Poszłam i okazało się być super. Co prawda musiałam wyplenić baletowe nawyki, chociaż klasyczna podstawa bardzo mi się przydała. Musiałam jednak nabrać trochę luzu. Tańcem orientalnym zajmuję się już 8 lat. W międzyczasie studiowałam taniec na Wyższej Szkole Umiejętności w Kielcach, kooperującej z Kieleckim Teatrem Tańca. Skończyłam licencjat i jakoś tam zajmuję się tym tańcem. (śmiech)

A obecnie masz w Częstochowie własne studio tańca…
Tak, mam własne studio tańca, próbuję rozkręcić je tutaj, mimo że większość czasu przebywam w Krakowie. Z Częstochową jestem bardzo, bardzo mocno związana. Co wtorek przyjeżdżam tu, żeby móc prowadzić zajęcia. Poza tym jestem także instruktorką zumby i prowadzę zajęcia w klubach fitness w Krakowie.

Czyli Kraków zumba, a Częstochowa orient?
Tak, dokładnie tak.

fot. Jacek Karczmarczyk
fot. Jacek Karczmarczyk

Jakie zajęcia z tańca orientalnego prowadzisz?
Specjalizuję się w klasycznym tańcu orientalnym, czyli tak zwanym tańcu brzucha oraz tribal fusion, będącym połączeniem różnych stylów tańca orientalnego… i nie tylko orientalnego. Daje to naprawdę ogromne pole do popisu. Szczególnie fajnie jest, kiedy na salę trafiają osoby mające wcześniej styczność z innymi stylami tańca. Często zajęcia na troszkę wyższym poziomie wyglądają tak, że wspólnie tworzymy choreografie i inspirujemy siebie nawzajem. Do tego tribal fusion jest wykonywany do bardzo różnej muzyki. Od klasycznej przez różne odmiany folku, jazz po elektronikę.

Czyli tribal fusion nie wiąże się tylko z orientalnym stylem i rytmami?
Nie, nie. Orient rzeczywiście jest bazą tribal fusion, bo patrząc na ten taniec ma się ochotę powiedzieć: „no na pewno jest to jakaś odmiana tańca orientalnego”, ale można w nim naprawdę poszaleć.

Jak powstają choreografie? Skąd bierzesz na nie pomysły?
Jak powstają? Na ogół w moim samochodzie (śmiech). Ze względu na to, że dużo nim jeżdżę. Prowadząc, słucham muzyki i w głowie powstaje mi pewien zarys, który potem ćwiczę na sali, poprawiam i uczę swoje tancerki. Aczkolwiek zdarza się tak, że przychodzę na zajęcia i tworzymy coś wspólnie. Jeśli chodzi o pomysły na choreografie, biorą się z licznych inspiracji postaciami wielkiego świata artystycznego – począwszy od malarzy, przez barwne postacie tancerek wielu stylów, po oczywistą rzecz, jaką jest muzyka. Uwielbiam budować całe historie i wcielać się w różne role, będąc na scenie, czy po prostu w sali w studiu tańca. Lubię, kiedy taniec ma przekaz i jest swojego rodzaju przedstawieniem teatralnym – tyczy się to oczywiście tribal fusion i oriental show, gdyż dają większe pole do popisu, niż klasyczny taniec brzucha, posiadający bardziej ścisłe ramy.

Można powiedzieć, że Twoja pasja stała się również pracą? I czy od początku chciałaś to połączyć?
Taniec nie stał się moją pracą. (śmiech) Nawet wczoraj rozmawiałam z moimi przyjaciółmi na temat tego, czy to jest praca, czy nie. Nie znoszę słowa praca, bo wywołuje ono negatywne skojarzenia. Dlatego nigdy nie mówię „idę do pracy”, idę po prostu na zajęcia. Jeśli jest się tancerzem i pedagogiem tańca z powołania i robi się w życiu to, co się lubi, mając przy tym możliwość uczenia innych i przekazywania im tego, to zdecydowanie nie jest praca.

A poza zumbą, poza studiem i prowadzeniem zajęć, bierzesz udział w zawodach, mistrzostwach?
Konkursy, zawody, mistrzostwa. Mam tego sporo na swoim koncie (śmiech). W każdym konkursie, w którym brałam udział w tym roku udało mi się zdobyć pierwsze miejsce. Zaczęłam brać udział w konkursach w 2010 roku. Pierwsze oficjalne mistrzostwa Polski wspominam dosyć średnio (śmiech), nie byłam zadowolona ze swojego osiągnięcia. To też był moment, w którym miałam chwilę słabości i pomyślałam „kurczę, to chyba nie jest dla mnie”. I to była chwila, która najwięcej mi dała, bo na podstawie właśnie tego stwierdzenia zaczęłam zastanawiać się i myśleć, że może to jednak jest coś dla mnie, tylko nie powinnam się tym tak przejmować, stresować, a zamiast tego dobrze bawić. I zabawa tańcem stała się moim mottem! Pojechałam na mistrzostwa Polski rok później, zgarniając podium we wszystkich kategoriach, w których startowałam. Było to moje pierwsze poważniejsze osiągnięcie. Pamiętam, że wracałam stamtąd bardzo zszokowana, bo pojechałam z podejściem „just for fun”, nawet nie byłam do końca przygotowana. Sukienkę do finału zszywałam jeszcze przed wejściem na scenę, bo wszystkie stroje do tańca przygotowuję sama. Nie miałam choreografii… A to też jest coś z jednej strony ciekawego, z drugiej strony mój ból – nigdy w życiu tańcząc solo na scenie nie udało mi się zatańczyć choreografii.

kadr3-cut2Czyli wszystko, co robiłaś na scenie działo się spontanicznie?
Na ogół jest tak, że wykonuję 1/3 choreografii, reszta to spontan. Znam dobrze muzykę, dlatego wiem, jak mogę zaimprowizować. Czasami jest to fajne i ciekawe. Sprawia mi to przyjemność, bo kiedy zdobywam sukcesy bez choreografii, to podkręca mnie to jeszcze bardziej pozytywnie i jeszcze bardziej satysfakcjonuje (śmiech). Natomiast kiedy tańczymy z dziewczynami w grupie, to jest to już problem (śmiech). Aczkolwiek mam super tancerki, które przez lata przyzwyczaiły się do moich spontanicznych zachowań na scenie i wiedzą, jak sobie z tym poradzić. No właśnie! Moje tancerki również kilkukrotnie stawały na podium. Po dwóch latach od rozpoczęcia prowadzenia moich zajęć, zaczęłam brać ze sobą na zawody dwie z nich – Kasię i Agę, a obecnie grupa pokazowo-konkursowa liczy 7 dziewczyn.

To też musi być dla Ciebie budujące, widzieć, jak Twoje uczennice odnoszą sukcesy…
Pewnie! To jest super! (śmiech) Świetne przeżycie. Dobrze patrzy mi się na dziewczyny na scenie, no i… jestem z nich dumna.

Co jest najważniejsze w Twojej pasji, jaką jest taniec?
Każdy odpowiada zawsze: „wyrażanie siebie!”; „szukanie siebie!”.

Szczerze mówiąc, właśnie takiej odpowiedzi się spodziewałam! (śmiech)
Największą radość i satysfakcję sprawia mi moment, kiedy dostrzegam w ludziach tę iskierkę. To, jak zapala się w nich myśl, że ten taniec rzeczywiście jest fajny i zaczynają w jakimś stopniu podążać za mną. To jest najprzyjemniejsze. Zarażanie innych swoją pasją.

Czyli nie Twoje własne emocje i odczucia związane z tańcem, tylko to, co dajesz innym?
Tak, to daje mi największą radość. Zdecydowanie.

2b

Był kiedykolwiek taki moment, poza wspomnianymi już mistrzostwami, w którym pomyślałaś sobie: „Nie. Mam dość, nie dam rady, to jest zbyt trudne!”, albo uznałaś, że ten taniec jednak nie jest dla Ciebie?
Hmm… Chyba każdy ma takie chwile, a ja… Na samym początku był taki moment, w którym było mi bardzo trudno, bo po pół roku nauki tańca pojechałam na mój pierwszy obóz orientalny. Tego typu obozy są obozami typowo szkoleniowymi, obecnie w Polsce jest ich mnóstwo, wtedy był to jeden z pierwszych. No i pojechałam na niego, a tam były dziewczyny, które tańczyły już znacznie dłużej i robiły to świetnie. Właśnie wtedy miałam taki moment, w którym pomyślałam: „kurczę, czy ja naprawdę jestem tu, gdzie powinnam? Czy ja się do tego nadaję?”, ale to była chyba jedyna taka chwila.

I jak ją przezwyciężyłaś? Pomyślałaś sobie, że będziesz ćwiczyć i dorównasz tamtym dziewczynom?
To zadziałało na zasadzie wpatrzenia się w instruktorkę, moją mentorkę – Rozalię Walochę, która jest obecnie – moim zdaniem – nie jedną z najlepszych, ale zdecydowanie najlepszą tancerką w Polsce. Ma swoje studio w Krakowie, w którym również prowadziłam zajęcia. To właśnie jej postawa, jej sposób bycia na scenie, czy na sali bardzo mnie inspirował i stwierdziłam, że chciałabym tak.

Można powiedzieć, że stała się Twoim autorytetem?
Tak, tak.

A masz może innych tanecznych mistrzów?
Całe mnóstwo! Wszystkim z tańcem orientalnym kojarzą się odległe czasy, starożytne świątynie i tańczące kapłanki, a tak naprawdę jest to styl, który cały czas się kształtuje. Jego początki, prawdziwe początki, które dziś możemy nazwać tańcem brzucha, sięgają lat 20. ubiegłego wieku i tak naprawdę taniec ten jest cały czas żywy, cały czas czerpie z innych rodzajów i technik. Dlatego gwiazdy tamtych lat, jak np. Badia Masabni czy Samia Gamal, są osobami, które powinno się znać i podziwiać, jako prekursorów, ale ze współczesnych artystów również! Jednak obecnie jest tak wiele odmian, że tak naprawdę z każdej z nich jest ktoś, kto jest dla mnie liderem i autorytetem, właśnie w konkretnym stylu.

Chciałaś kiedykolwiek spróbować zupełnie innego stylu tańca?
Pewnie! I próbowałam. Na studiach miałam przekrój absolutnie wszystkiego. Zajęcia z klasyki, czyli zajęcia baletowe, był jazz, taniec współczesny, do tego zajęcia body mind i różne ciekawe opowieści o tym, jak ciało wpływa na umysł i odwrotnie, co pamiętam, że bardzo mi się podobało. Były również zajęcia z tańców ludowych. Z kolei towarzyski jest tym, czego nigdy nie poznałam od dobrej strony. Uczyłam się także flamenco, nawet teraz wracam do tego stylu i to jest coś, co też mnie kręci. Przez chwilę miałam również do czynienia z tańcem hinduskim Bharatanatjam.

Uważasz, że istnieje ogranicznik wiekowy, jeśli chodzi o rozpoczęcie nauki tańca?
Nie. Nie ma kompletnie reguły na to, kiedy powinno się zacząć tańczyć. Znam dzieciaki w wieku 4, 5 lat, które tańczą, przy czym wiele zawodowych tancerek walczy z ohydnym stereotypem tańca orientalnego, jako wizji półnagiej, wyuzdanej kobiety, co absolutnie nie jest prawdą. Klasyczny taniec orientalny jest skromny, delikatny, w subtelny sposób ukazuje kobiecość.

A co powiedziałabyś osobom, które chciałyby zacząć swoją przygodę z tańcem?
Właśnie przede wszystkim to, że nie ma ograniczeń wiekowych, bo spotykamy się z przekonaniem, że powinno się zacząć jak najwcześniej. Są różne szkoły, jeśli chodzi o balet, to tak, ma to znaczenie. Taniec orientalny jest jednak na tyle naturalnym, wynikającym z naszego ciała tańcem, że nauki nie trzeba rozpoczynać od dziecka. Chyba, że mówimy o zawodowstwie, gdzie dzieci zaczynają od drugiego roku życia, co – moim zdaniem – jest już delikatną przesadą. Są jednak kobiety, które zaczynają tańczyć w kwiecie wieku i często odnajdują w sobie pasję, odkrywają kolejne pokłady kobiecości, co często ma duży wpływ na ich życie.

A poza tańcem, czym się interesujesz?
Poza tańcem… robię biżuterię, szyje stroje, mam sklep internetowy. A najbardziej interesuję się ludźmi. (śmiech) Interesuję się byciem zadowoloną z życia, z tego co mam. Staram się przy tym zbliżać do osób, które napawają mnie pozytywną energią. Między innymi poprzez zajęcia, ale nie tylko.

Czyli głównie kontakty z ludźmi są dla ciebie ważną rzeczą?
Jasne. Uważam, że to bardzo ważne.

Dzisiaj [8 października – przyp. red.] przygotowujesz w swoim częstochowskim studio tańca „Nindei” dzień otwarty…
Tak, zgadza się. Dzisiaj szykujemy w studiu bezpłatne warsztaty, na których chciałybyśmy pokazać dziewczynom na czym polega taniec orientalny. Oczywiście zajęcia mają luźną i zabawową formę, bez stresu i technicznych wymogów z mojej strony. Tu chodzi bardziej o to, aby każdy, kto przyjdzie, mógł zasmakować tego orientu, zaprzyjaźnić się z nim, a przy tym dobrze bawić.

Zatem zachęcając również do przyszłych warsztatów, powiedz, co przygotowałyście dla uczestników dzisiejszych zajęć?
Mamy zajęcia z dwóch różnych technik – klasycznego orientu i tribal fusion. Przede wszystkim chcemy pokazać różnicę pomiędzy nimi. Tribal fusion jest o tyle fajnym stylem, że można do niego wrzucić bardzo dużo różnych elementów. Każda tancerka, każdy tancerz – bo tancerze też są i są niesamowici! (śmiech) – tak naprawdę bazuje na wiedzy tanecznej z bardzo wielu technik. Dzięki temu ma możliwość wymieszania z orientem wszystkiego w tym właśnie stylu. Co więcej, na pewno będziemy ćwiczyć różne podstawy, porozmawiamy sobie trochę o historii tańca orientalnego, o tym skąd się wziął, po co i dlaczego. (śmiech) Po zajęciach planujemy małą orientalną imprezkę, która pozwoli nam na poznanie się z nowymi dziewczynami.

W takim razie życzę Ci udanych dzisiejszych warsztatów, no i kolejnych sukcesów na zawodach i mistrzostwach!
Dziękuję!

Paulina Paluch – założycielka studio tańca NINDEI w Częstochowie; tancerka i nauczycielka tańca orientalnego, choreograf grupy tańca z ogniem Las Flores Negras, instruktor Zumba(R), absolwentka kierunku “taniec” w Kielcach. Prowadzi zajęcia belly dance i tribal fusion, jest współodpowiedzialna za doroczną Wielką Paradę Frytkową, tanecznie uczestniczy wraz z grupą swoich uczennic w wydarzeniach kulturalnych Częstochowy.

Rozmawiała: Aleksandra Podlejska
fot. M. Slominski / www.fotoslominski.pl // Jacek Karczmarczyk // więcej zdjęć można znaleźć na profilu Nindei na Facebooku oraz na stronie internetowej szkoły // fot. niepodpisane: archiwum udostępnione za zgodą rozmówczyni