W Częstochowie powstał nowy mural. Tym razem mocno zaangażowany politycznie. I choć nie doczekał się jeszcze wielkiego zainteresowania w mediach, to jednak zbiera już pierwsze recenzje: skrajne – bo od wyrażających zachwyt, jako celnie komentujący obecny stan w państwie, po te przepełnione oburzeniem i niesmakiem, krytykujące nadużywanie określonych symboli.

Nie będę zbytnio oceniał muralu, ani rozstrzygał politycznego sporu. Nie będę też opowiadał się za jedną czy drugą stroną, choć obu mógłbym przyznać część racji, jak i mocno z nimi dyskutować. Po prostu prędzej czy później dyskusja może przejść na teren mało (lub wcale nie) związany z kulturą, a tego wolałbym uniknąć – i to raczej z przyzwoitości niż powodu obawy. Sprawę skomentuję tylko krótko na samym końcu, chcąc tym samym tchnąć innych do refleksji i szerszej dyskusji.

Dla mnie powstanie tego muralu to także pretekst do zastanowienia się, na ile sztuka (w zależności jeszcze jak ją zdefiniujemy) powinna być zaangażowana w sprawy polityczne (jeśli w ogóle powinna) oraz do jakiego stopnia powinna pojawiać się w przestrzeni publicznej, a więc otwartej, dostępnej dla każdego, czyli właściwie tam, gdzie trudno o dopowiedzenie, wytłumaczenie. Dzieło z zasady powinno bronić się samo, w przeciwnym razie jest niekompletne.

Baranek, sierp i krzyż zamiast młota

Nie bez znaczenia jest fakt, że mural (choć nieskomplikowany i wykonany metodą szablonu) powstał tuż przed Światowymi Dniami Młodzieży. Do tego w Częstochowie, na ulicy Kopernika, a więc blisko głównych, pielgrzymkowych arterii. Ale też właściwie w centrum, gdzie codziennie przechodzi wiele osób. Jego wydźwięk ma charakter nie tylko polityczny, ale i religijny. Pojawiają się symbole sierpa, krzyża, baranka. Sama postać nawiązuje do popkultury.

Autorem jest warszawski artysta – Simpson. Przeglądając jego dorobek oraz pojawiające się w mediach komentarze, nie trudno zauważyć, że jest mocno zaangażowany w sprawy dotyczące polityki, społeczeństwa i tego, co jego zdaniem w świecie jest złe. Można by rzec, że to taki polski odpowiednik Banksy’ego. Łatwo też zauważyć, że Simpson garściami czerpie z technik rysunkowych nawiązujących do komiksów czy pierwszych disneyowskich kreskówek. Nie brakuje odwołań do idoli popkultury, jak i samego stylu pop-artu, czyli szablonowości, łączenia różnych elementów, obecności przedmiotów codziennego użytku.

Jeśli zaś chodzi o Częstochowę, to nie pierwsze tego typu dzieło Simpsona w naszym mieście. Wcześniej pojawił się na festiwalu Iron Oxide, podczas którego między innymi z częstochowską grupą Monstfur zagospodarował artystycznie poprzemysłowe tereny w okolicach huty.

fot. Marcin Szczygieł
fot. Marcin Szczygieł

Mural jako komentarz polityczny

Jednak w przypadku malunku na ścianie prywatnego budynku przy ulicy Kopernika 57, mamy do czynienia z dosadnym komentarzem polskiej rzeczywistości. Jak zdradza sam autor: — Jest to komentarz do sytuacji gospodarczo-politycznej w Polsce po 1989 roku [źródło].

Jak tłumaczy dalej, mural jest wyrazem zaniepokojenia wobec coraz większego interwencjonizmu państwa w codzienne życie ludzi, którzy tak naprawdę za każdym razem wybierają nową formę władzy, a więc — korzystając ze słów Kaden-Bandrowskiego — “aparatu trzymania za mordę”.

— Można odnieść wrażenie, że społeczeństwo, podzielone za własne pieniądze, w ostatnich wyborach dotarło do kulminacyjnego momentu tej rozgrywki i zupełnie odpłynęło w stronę tzw. państwizmu – religii XX i XXIw. — dodaje Simpson [źródło].

Spojrzenie nie tylko na Polskę

Simpson jest przykładem artysty mocno zaangażowanego. Również sprawami globalnymi, dotyczącymi całego świata. W Internecie można przeczytać artykuły, w których opisuje się jego zainteresowania problemami terroryzmu, kultury korporacyjnej, konsumpcjonizmu. Z kolei jeżeli zajmuje się tematami “polskimi”, to przygląda się im przez pryzmat spraw uniwersalnych, w znacznie szerszym kontekście.

Jak chociażby w obrazie zatytułowanym W Rząd Wierzący, gdzie przedstawia skłócone frakcje, które właściwie niczym się od siebie nie różnią. Lub w pracy Gospodarka sterowana centralnie przez widzialne ręce rynku, gdzie pod orlimi szponami leży rozczłonkowana lalka. Więcej można podejrzeć na stronie internetowej autora [źródło].

Swego czasu powstała też wystawa SOCJALIDARNOŚĆ: Dyrektywy, zakazy, nakazy, podatki i regulacje, gdzie autor poprzez swoje prace opisywał aktualną kondycję państwa, które pod hasłami z lat transformacji ustrojowej (np. “Sprawiedliwości” czy “Solidarności”) “uzasadnia rozszerzanie rządowej kontroli oraz zwiększanie obciążeń podatkowych” — jak czytamy w opisie wystawy [źródło].

Częstochowski mural

Jeśli chodzi o mural, który pojawił się parę dni temu w Częstochowie, najlepiej przywołać słowa samego autora, który na blogu napisał co następuje:

“Chłopiec symbolizuje naiwność jednostek, którymi manipulują politycy. Symbolika przedstawiona na koszulce, jako zabieg artystyczny, jest oczywiście dużym uproszczeniem, jednak funkcjonującym i czytelnym w kulturze europejskiej. Dlatego złączone sierp i krzyż mają obrazować „wybór” pomiędzy postawami dominującymi w życiu politycznym, czyli albo liberalizmem obyczajowym, narzuconym przez instytucje państwa, albo konserwatyzmem obyczajowym – także narzucony przez państwo.

Również w sferze gospodarczej obydwa nurty łączy podejście etatystyczne, paternalistyczne, interwencjonistyczne, keynesistowskie. Ręce rozłożone w geście religijnym nawiązują do wiary (ponieważ inaczej tego nie da się nazwać) w rozbudowane i silne państwo oraz w jego regulacje i eksperymenty społeczne. W jednym i drugim przypadku podejście jest takie same – ograniczanie jednostki, którą symbolizuje baranek, a także ciągła ucieczka od wolności.

Warto dodać, że opisana sytuacja, która w tak prosty sposób dzieli społeczeństwo, nie jest tylko problemem Polski.” [źródło]

Simpson – rocznik 1985, jest absolwentem wydziału Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Dyplom obronił w pracowni prof. Marka Sapetty w 2010r. W 2012 roku został laureatem stypendium artystycznego Dzielnicy Śródmieście m. st. Warszawy, w ramach którego zrealizował mural Captain „America”. Od 2007 roku dzieła Simpsona można było oglądać między innymi w Galerii Młodych Twórców – Łazienkowska, w Pałacu Raczyńskich Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, Galerii 3678 czy Galerii 2.0. Dodatkowo jego twórczość została zaprezentowana w dwóch albumach „Polski Street Art” i „Polski Street Art 2” [źródło].

fot. Marcin Szczygieł
fot. Marcin Szczygieł

Parę słów komentarza

Zdania są podzielone. Jednym się podoba, drugich oburza. Są też tacy, którzy nie mają żadnej opinii. Jeśli chodzi o moje zdanie na ten temat, trochę sprowokowane rozmowami ze znajomymi, to muszę napisać, że nie do końca ufam twórcy, który wiedziony kontekstem wykorzystuje dość spore środki (mural to w końcu nie obraz w galerii), by przez moment nagłośnić konkretną sprawę.

Sądzę bowiem, że gdyby nie aktualne wydarzenia w Częstochowie (Światowe Dni Młodzieży, przyjazd papieża do miasta) oraz w Polsce (zamieszanie polityczne, spory parlamentarne itp.), to mural nie przykułby niczyjej uwagi, a może tylko nielicznych, głównie mieszkańców ulicy. Choć z drugiej strony i tak nie zauważyłem, by wywiązała się jakaś większa dyskusja (ograniczę się w tej chwili tylko do Internetu), więc może jednak nie przykuł i tak…

Dlaczego przez moment? Wątpię, by ktoś pamiętał o tym muralu za miesiąc, dwa. W ogóle ciekawe, czy do tego czasu nie zostanie zamalowany. Wątpię, by w Częstochowie ktokolwiek w przestrzeni publicznej pokusił się o dyskusję na ten temat. A niektóre komentarze, jakie pojawiają się w Internecie (i których spodziewam się oraz po trosze obawiam również pod tym tekstem lub pod moim adresem) nie są dyskusją, lecz połajanką, potwierdzającą to, o czym mówi sam mural.

Kontekst nie bez znaczenia

Owszem, problemy, na które zwraca uwagę Simpson są bardzo trudne i wymagają dyskusji – co więcej, wymagają działania. Jednakże nie mogę zgodzić się z tym, że dopiero teraz mamy do czynienia z takimi a nie innymi przejawami władzy i jej wpływu na społeczeństwo. Dlatego choć jestem w stanie przyjąć argumentację, że chodzi o sprawy uniwersalne, lub obejmujące szersze spektrum zjawisk w polityce, gospodarce, społeczeństwie, religii, edukacji i w wielu innych sferach, to zadaję również proste pytanie – dlaczego mówić o tym dopiero teraz, dlaczego nie wcześniej, dlaczego nie później? Z innej strony – dlaczego nie?

Spore kontrowersje wzbudza też umiejscowienie muralu. I nie chodzi tu właściwie o to, że w centrum, blisko Alei NMP, a raczej o fakt, że po sąsiedzku znajduje się przychodnia lekarska, niedaleko jest też szkoła. Komentujący często zwracają uwagę, że obserwującymi mural mogą być dzieci. Tylko że zanim dziecko podejmie się samodzielnej interpretacji, zapyta rodzica, a jeśli już samo zacznie tłumaczyć to, co widzi, to w oparciu o to, co wie. A skąd niby czerpie informacje, które pozwolą na jakiekolwiek zrozumienie muralu?

Moim zdaniem bardziej powinniśmy się zastanowić nad tym, kim we współczesnym świecie jest owy baranek, a kim przerysowana, kreskówkowa postać z uśmiechniętą buźką? I choć Simpson tłumaczy to wprost, według mnie mógłby nie ograniczać się tylko do rodzimego poletka. Bo niby czemu? Nie trzeba się wysilać, by opisaną sytuację odnieść do sytuacji w Unii Europejskiej, Bliskim Wschodzie, czy w ogóle szeroko pojętym świecie politycznym. Do tego nie trzeba używać symbolu sierpa, czy krzyża. Jednakże tego typu ocenę – czyli głównie polityczną, społeczną – pozostawiam każdemu z osobna. Są inne miejsca, gdzie można dyskutować na ten temat. Nie chciałbym, aby nasz wortal stał się takim miejscem.

fot. Marcin Szczygieł
fot. Marcin Szczygieł

Sztuka w przestrzeni publicznej

Dlatego bardziej odniosę się na koniec do kwestii kulturowej. Może mniej artystycznej, bo na tym mniej się znam. Zastanawia mnie raczej to, na co zwracałem uwagę na początku. Do jakiego stopnia sztuka (jakkolwiek rozumiana) może komentować sytuację polityczną oraz w jakim stanie w przestrzeni otwartej, jaką jest na przykład ściana budynku w mieście, ulica czy inne podobne miejsce?

I obawiam się, że na tym etapie będą to albo pytania retoryczne, albo pytania otwarte, ponieważ sam nie wiem, czy znam na nie dobre odpowiedzi. Z jednej strony wydaje się słuszne, że sztuka powinna trafiać do jak najliczniejszej grupy odbiorców. Wszak zwiększamy tym samym “pole rażenia”. Tylko że wtedy trafia ona do mas, a więc głównie do nierozumnego tłumu. Z drugiej jednak strony powinna być czymś elitarnym (ale nie ekskluzywnym) i sama nie powinna się narzucać – narzucać w negatywnym tego słowa znaczeniu.

Bo w kontekście rozważań nad interwencjonizmem polityki w życie człowieka, czymże jest mural Simpsona, jeżeli nie interwencjonizmem sztuki w życie człowieka? A to dlatego, że narzuca się odbiorcy. Nie jest to obraz zawieszony na ścianie w galerii sztuki, do której muszę się wybrać, by go obejrzeć. Owszem, mogę nie chodzić ulicą Kopernika, jednakże jest większe prawdopodobieństwo, że tam się pojawię, niż na konkretnej wystawie. A zdecydowanie większe jest prawdopodobieństwo, że mural obejrzy więcej osób niż wystawę.

Popkultura czy pulpkultura?

Ciekawe jest również połączenie ikony popkultury, a więc postaci rysunkowej, co można rozumieć jako utożsamienie z kulturą Zachodu, czyli kapitalizmem (?) oraz symbolu jednoznacznie komunistycznego, choć symbolu zdekonstruowanego, bo zamiast młota w zestawieniu zaproponowanym przez Simpsona mamy krzyż łaciński. Zresztą, jest to też przykład na popkulturowe oswajanie ikony rewolucji (współcześnie obecne chociażby w postaci koszulek czy naszywek z Che Guevarą).

Inną jeszcze sprawą jest to, że kompletnie nie rozumiem (być może wynika to z ignorancji) próby wyjaśnienia, że sierp i krzyż mają na tym muralu symbolizować “wybór” – jak pisze autor – pomiędzy liberalizmem obyczajowym, a konserwatyzmem obyczajowym. Nie wiem, w jaki sposób Simpson rozumie liberalizm obyczajowy (jeśli dobrze odczytuję, kryjący się pod sierpem) i konserwatyzm obyczajowy (czyli krzyż). Tym bardziej, że wskazuje, że obie postawy są narzucane przez państwo. Jak dla mnie nijak to do siebie nie pasuje. Chyba, że mówimy o wynaturzeniach, wypaczeniach.

A takie połączenie dwóch symboli nie jest tyle dużym uproszczeniem, jak tłumaczy Simpson, ile tanim chwytem, zwracającym największą część uwagi. Właściwie to nic poza tym nie budzi takich kontrowersji. Sam uśmiechnięty chłopiec i zaszlachtowany baranek nie robi takiego wrażenia. Co więcej, sam mural, bez dokładniejszego opisu i interpretacji, zdaje się niewiele mówić.

Jeżeli ktoś po przeczytaniu tego tekstu zechce zabrać głos, ale nie ograniczając się do kilku słów ostro negatywnych, czy zachwalających, może napisać na adres: michaljjwilk@gmail.com – z chęcią poznam zdanie innych osób na ten temat. Zwłaszcza, że po napisaniu tego tekstu wciąż zastanawiam się nad tym, co napisałem i kto wie, czy pewne sprawy nie będą wymagały dopełnienia lub pewnej korekty. Być może dzięki temu będziemy mogli dojść do jakiegoś rozsądnego rozwiązania oraz pokazać, że nawet przy okazji takich spraw można rozmawiać. Tym bardziej będę wdzięczny, jeśli będzie to głos, który będziemy mogli opublikować, by skorzystali z tego także inni.

fot. Marcin Szczygieł