Na koniec szóstego dnia Festiwalu Dekonstrukcji Słowa “Czytaj!” swój występ miała Asi Mina. Artystka w tym roku postanowiła zagrać i zaśpiewać haiku. Przed samym koncertem przybliżyła specyfikę tej formy poetyckiej, wspominając również o kwestiach filozoficznych z tym związanych. Każda osoba z publiczności otrzymała jedno haiku, które mogła przeczytać oraz zachować. Następnie Asi Mina dała brawurowy popis umiejętności muzyczno-performerskich. Częścią koncertu była też instalacja wykonana z różnego rodzaju rurek i przewodów, za pomocą których każdy mógł usłyszeć haiku skierowane tylko do niego. Dziś polecamy rozmowę z artystką, przeprowadzoną w ramach specjalnego “Czytajowego” kwestionariusza.

Michał Wilk: Mamy Festiwal “Czytaj!”, co Pani poleca do przeczytania?
Asi Mina: Haiku.

Z czym Pani kojarzy się Częstochowa?
Hm, z festiwalem „Czytaj!” i z ART.eriami. I z korkami oraz z ludźmi, którzy myślą, że jak jest dużo złota, to jest dobrze.

Co Pani myśli o Festiwalu “Czytaj!”?
Bardzo popieram. Uważam, że to super inicjatywa, przede wszystkim dzięki Tomkowi [Florczykowi – przyp. red.] i Adamowi [Florczykowi – przyp. red.]. Jakaś ich energia tutaj jest kluczowa. No i też uważam, że gdybym nie czytała, to nie było by mnie tutaj. W każdym sensie, bo mówię tutaj szerzej. Czytałam od małego, a nauczyłam się czytać sama, jak miałam 5 lat, i najczęściej sięgałam po bardzo grube książki, bo mi było smutno, kiedy się kończyły. Więc wybierałam jak najgrubsze i przeczytałam chyba Krzyżaków, Quo Vadis. To było wtedy, jak byłam całkiem mała i nic z nich nie rozumiałam, ale miały te zaletę, że były grube. A jak już je musiałam czytać, bo były lekturami, to już nie było tak chętnie, ale czytałam wszystko. Jak rodzice chcieli mi dać jakąś karę, to zabierali mi książki, a ja wchodziłam pod biurko, podłączałam taką latarkę do kontaktu i czytałam, a jak tego nie robiłam, to bardzo dużo też słuchałam. Wtedy nie było jeszcze audiobooków, ale słuchałam płyt winylowych z bajkami, słuchowisk, jak byłam całkiem mała. Nie wydaje mi się, a jestem przekonana, że to mnie ukształtowało i dlatego robię to, co robię.

Gdyby nie sztuka, którą Pani się zajmuje, co robiłby Pani na co dzień?
Żyłabym, takim jakimś dobrym życiem. Spokojnym. Bo tak naprawdę wszystko, co robię, to chodzi o to, żeby dobrze żyć, a że czasem to się manifestuje w taki sposób, że wiozę 50 metrów peszla* z Katowic do Częstochowy, no to już inna historia. Po prostu każdy szuka jakiegoś swojego sposobu na dobre życie.

* Gdyby ktoś zastanawiał się, jak peszel ma się do koncertu Asi Miny, przypominamy, że artystka w czasie swojego występu użyła kilku karbowanych rurek, przez które mogła przekazywać spersonalizowane haiku do każdej osoby z publiczności. Więcej możecie podziwiać na naszych zdjęciach.

fot. Emilia Dudziec

fot. Emilia Dudziec
fot. Emilia Dudziec

asimin4