Nie można było spodziewać się po Ośrodku Promocji Kultury i zespole Atom String Quartet, by obniżyli określony poziomu. Dlatego zarówno organizatorzy, jak i muzycy dali świetny popis swoich umiejętności. Któż by się spodziewał, że w czterech smyczkach jest tyle energii! Z tym większą niecierpliwością warto poczekać na kolejny koncert w ramach JAZZtochowy, bo już 10 marca na scenie pojawi się Maciej Fortuna.

Właściwie każdy kolejny koncert podczas festiwalu JAZZtochowa to dowód na to, że jazz ma się w Częstochowie dobrze, a także na to, że to miasto może pozwolić sobie na bardzo dobry koncert, mimo że tysięczne tłumy na takie wydarzenia nie ciągną. A ubiegły występ należał do wysublimowanych, wysmakowanych, dedykowanych nieco wrażliwszej publiczności. Wszak kwartet smyczkowy w muzyce jazzowej to nietypowe zjawisko.

Jednak nie ma powodów do tego, by się zniechęcać. Wręcz przeciwnie. Twórczość grupy Atom String Quartet naprawdę jest warta poznania. A częstochowska publiczność pokazała, że taka muzyka schlebia jej gustom. Nic więc dziwnego, że koncert trwał niemalże dwie godziny, a kwartet bisował dwukrotnie. A i tego było mało!

atom_string_quartet_fotszczygiel-1

Początek występu warszawskiej folkowo-jazzowej grupy był przyzwoity, spokojny, choć niepozbawiony charakterystycznego dla nich brzmienia. Dzięki temu widownia mogła się odpowiednio nastroić, a muzycy dobrze dawkować dźwięki. Zwłaszcza, że widać było, że świetnie czują swoje instrumenty, że są świadomi tego, co wychodzi spod ich palców.

Nie zabrakło momentów energetycznych, przełamujących stereotypowe myślenie o jazzie oraz instrumentach smyczkowych, jako dedykowanych muzyce poważnej. Perkusjonalia na skrzypcach? Altówka jako gitara? Czemu nie! Dla Atom String Quartet to nie problem. Nie bez powodu w nazwie mają siłę energii atomowej. Choć wydaje mi się, że to także przez to, że u nich każde brzmienie, pojedyncza dźwiękowa drobina brzmi świetnie.

Zatem każdy z poszczególnych muzyków zasługuje na uznanie. Zarówno za grę indywidualną, za hipnotyzujące solówki, jak i za dobrą współpracę i jazzowe „rzępolenie” z folkowymi – polskimi, góralskimi i latynoskimi odniesieniami. Znalazło się też miejsce na mieszankę oberka z amerykańskim swingiem.

Przyznać trzeba, ATQ nie boi się eksperymentować (dla mnie momentami pobrzmiewał tam nawet Steve Reich). Odważnie zaproponował częstochowskiej publiczności utwory zarówno już znane, pochodzące ze zrealizowanych albumów, jak i te zupełnie nowe, planowane nowy krążek, który ukaże się już wkrótce. I choć może czasem trudno było zrozumieć muzykę, którą wykonywali, bo była wymagająca, trudna, to jednak miała wartość nie do przecenia. Tym bardziej, że kwartet był szczery w tym, co robił. A to się liczy.

Nie powinno więc dziwić, że częstochowska publiczność była nie tylko zadowolona z koncertu, ale też wciąż spragniona muzyki Atom String Quartet. Zespół grał tak, by pozostawić lekki niedosyt, by zachęcić do bliższego poznania na płycie, czy innych koncertach. Jednak dla zebranej w Pubie Stacherczak widowni to było za mało. Skończyło się więc na dwóch bisach, długo wyklaskiwanych, jednak skutecznie. Dzięki czemu cały koncert trwał niecałe dwie godziny.

Na koniec przyznać więc trzeba, że Dawid Lubowicz (skrzypce), Mateusz Smoczyński (skrzypce), Michał Zaborski (altówka) oraz Krzysztof Lenczowski (wiolonczela i przesympatyczna konferansjerka między utworami) dali znakomity koncert. Nie pozostaje nic innego, jak czekać na ich kolejną płytową realizację, a także następny występ w Częstochowie.

fot. Marcin Szczygieł

atom_string_quartet_fotszczygiel-8